FANDOM


15DemonsLogo
15DEpisode5

Blond prowadząca z uśmiechem na ustach przemierzała gęste lasy następnego przystanku ich niesamowitej podróży. Spojrzała w górę i ujrzała promienie słoneczne, które próbowały przebić się przez zalesioną puszczę.

Roma: Ah… Ionia. *wciągnęła powietrze nosem* Już dawno chciałam tutaj trafić, będzie się działo. *zachichotała*

Przez zarośla szedł także wysoki blondyn. Po dwóch wystąpieniach w dość nietypowych i spektakularnych outfitach, tym razem powrócił do czarno-złotej klasyki. Miał przy sobie laseczkę, którą opukiwał mijane pniaki.

Bill: Był sobie raz, fioletowy las *rozejrzał się* Ah te rubieże wioskowego wymiaru *westchnął* Chociaż szczerze liczyłem na wiochę pachnącą obornikiem aniżeli herbatą, ale… *wzruszył ramionami*

Roma: Widać ciągnie Cię w tereny… *uśmiechnęła się* biedne i mało schludne. *pokręciła głową*

Bill: Miła odmiana po oglądaniu estetycznego ideału w lustrze *wyjął pozłacane zwierciadełko*

Blondynka przewróciła oczyma słuchając kolejnej wypowiedzi o doskonałościach blondyna. Zerknęła zaś na swoją towarzyszkę, która wyjątkowo milczała, ostatnio zdarzało jej się to nadwyraz często. Wspomniana panna jednak zachwycała się okolicą jednym uchem przysłuchując się rozmowie. Nagle jednak odwróciła wzrok od lasu westchnęła i podeszła szybkim krokiem do Romy. Bez wahania wzięła prowadzącą pod rękę i tak kontynuowała marsz.

Roma: Co z tobą kochanie? *spojrzała na albinoskę* Też tak jak Bill masz jakieś głębokie pragnienia wcielenia się w ziemską kurę domową, która pracuje przy cudownym aromacie *wstrzymała się* sama wiesz czego?

Białowłosa zachichotała.

Grace: A gdzieżby *machnęła wolną ręką* Prędzej odcięłabym się od cywilizacji niż od natury *powiedziała poważniej* Lepiej zostać lisicą niż kurą *puściła oczko blondynce*

Roma: Zgadzam się całym serduszkiem. *oparła swoją głowę na głowie Grace* Caałyym. *podkreśliła* Facetów zawsze ciągnie do brudnej roboty. *wywróciła oczyma, po czym zachichotała*

Grace odpowiedziała śmiechem, blondyn jedynie westchnął. Cała trójka udała się dalej przed siebie, w ciszy.


15D-Ahri


Ahri to lisi demon zamieszkujący lasy Ionii, przez wielu mieszkańców tego państwa określana jest mianem "potwora". Uwielbia bawić się swoimi ofiarami i manipulować ich emocjami, tylko by później pożreć ich esencję życiową. Pomimo drapieżnej natury lisica odczuwa empatię, ponieważ wraz z pochłanianymi duszami otrzymuje przebłyski ich wspomnień. Ahri testowała swoją samokontrolę, pochłaniając niewielkie ilości esencji życiowej — wystarczająco, aby poznać jedno czy dwa wspomnienia, ale nie dość, aby zabić. Przez jakiś czas udawało jej się, ale nieskończony głód był tak męczący, że wkrótce mu się poddała i pożywiła się snami wszystkich mieszkańców nadbrzeżnej wioski.

???, 1 Czerwca 2020


Wioska Shon-Xan, Vastajski Targ:

Shon-Xan położona jest na wybrzeżu odizolowanej od reszty świata Ionii. Jego mieszkańcy to duchowi stworzenia/ludzie, którzy pragną żyć w harmonii i równowadze ze światem. Wioska otoczona jest przez lasy tętniące życiem oraz wysokie góry, które skutecznie odstraszają wrogów trudnością ich pokonania.

Plac:

15D-Ogniki15D-Chochliki

Obie drużyny budzą się w tym miejscu. Plac znajduje się w samym centrum, można z niego udać się w każdy zakamarek Vastajskiego Targu. Rozciąga się od niego również ścieżka, która prowadzi do stojącego niedaleko małego pałacu.

Jeanette obudziła się. Było jej smutno, bo ostatnio z grą pożegnał się jej nowo-poznany przyjaciel.

<Jeanette: Jest mi smutno, bo ostatnio z grą pożegnał się Ricky.>

Poszła sobie.

Następna obudziła się Emma, która sobie gdzieś poszła.

Potem ze swojego błogiego spoczynku wybudziła się Annabelinda, która nie była zbyt zadowolona z tego gdzie się znajduje.

Annabelinda: Znowu nas wywieźli chyba w ten las z premiery, co to ma w ogóle być...

Pomasowała sobie nogi i postanowiła rozejrzeć.

Annabelinda: No ale dobrze przynajmniej wiedzieć, że jakaś cywilizacja tutaj w ogóle w tym lesie cały czas była, a nie jak ten... jak jakieś to, Bler Łitcz Projekt.

<Annabelinda: No ogólnie to po kręceniu poprzedniego odcinka to wpadła do nas ekipa medyczna, całkiem profesjonalnie, w całym wyposażeniu, w zaopatrzeniu, w maseczkach i w ogóle, bo jednak potraktowano poważnie moje przypuszczenie z tym, że ta... jak jej tam było już, Emilia, Amelia, nie wiem już, no ta wariatka chora. To przyszli, zbadali nas każdego, i ekipę też zbadali no i powiedzieli że nikt żadnego koronawirusa nie miał.>'

Tom wstał , przeciągnął się i przetarł oczy, po czym się rozejrzał

Tom: Łoooo.... Jesteśmy w Kazachstanie!

<PZ: Nie, Kazachstan nie leży na Ziemii! Oto dowód! Pokazał do kamery zdjęcie:

1KeCEvwoAKSszZ87

Tom: Proszę mi nie wmawiać, że jest inaczej!>

Tom ubrał swoją czerwoną koszulę, której akurat podczas snu używał jako poduszki i odszedł z placu

Jakiś czas później ocknęła się też Irene. The Women rozejrzała się po placu, na kamieniach leżeli wszyscy uczestnicy. Jak zawsze nikogo nie budząc wymknęła się. Ruszyła w stronę fontanny...

Następna obudziła się Deepria, która przeciągnęła się niczym leniwy kot. Miała na sobie już standardowe ciuchy i rozpoznawczą różową perukę.

<Deepria: Nie lubiłtśmy się z Portią fakt, ale miałam czas to przemyśleć i myślę, że jej eliminacja to jakiś bullsh*t. I mean, bajpierw odpadł tem latynos, teraz znowu ktoś kolorowy. Dla mnie to jest czysty rasizm i boję się, że będę następna! Ale nie poddam się bez walki, nie takie rzeczy przetrwałam...>

Poszła sobie.

W końcu wstał i ksiądz Kevin, upewnił się jedynie czy ma wszystko w swojej teczce.

Kevin: Wszystko mam, ciekaw z jakimi demonami przyjdzie dziś się mierzyć.

Zamyślił się trochę, a następnie wzruszył ramionami i opuścił to miejsce.

Później nadeszła kolej na obudzenie się Kenny'ego. Wydawał się lekko zdziwiony tym, że obudził się na samym środku targu, ale jedynie wzruszył ramionami i poszedł w którąś stronę.

Buddy wstał jako jeden z ostatnich i szybko się rozejrzał. Kiedy stwierdził, że jest względnie spokojnie, ruszył z placu.

Tym razem Eve najwidoczniej trochę zaspała. Pozostawiając na placu już niewiele osób, ruszyła do wyprawę zapoznawczą.


Ika budzi sie późno like always ale lepiej późno niż wcale to jest zasada którą sie kieruje po przebudzeniu idzie gdzieś niewiadomo gdzie

Matti znów wstał później niż ustawa przewiduje. Wokół siebie nie zobaczył żywej duszy. Wstał i poszedł przed siebie.

Fontanna Fortuny:

Lokalna fontanna, która zwana przez miejscowych jest Fontanną Fortuny. Podobno po wrzuceniu jednego z pieniążków, których Vastajanie zostawiają pełno i wypowiedzeniu życzenia można otrzymać naprawdę fajną błyskotkę, może nawet magiczną błyskotkę? Na murku siedzi błękitnowłosa młoda dziewczyna, która moczy stopy w wodzie.

Przyszła tutaj Emma, która popatrzyła ze zdziwieniem na pieniądze w fontannie.

Emma: Jezu nawet w jakiś magicznych krainach są głupi ludzie, którzt wrzucają pieniądzę do fontanny. *Mruknęła*

<Emma>: Nie dosyć, że ta Romunia czy jak ona miała, rzuciła we mnie tymi wężami dzikimi na końcu wyzwania to jeszcze zabrali mi robota! Nazwałam ją Abigail vol.2

Siedząca w fontannie dziewczyna spojrzała kątem oka na blondynkę.

Błękitnowłosa: Głupi...? *mruknęła cicho do siebie*

Udawała jednak, że tego nie słyszała i czekała co dziewczyna zrobi dalej.

Emma: Czemu ludzi tak marnują pieniądze? Nie lepiej wydać je na jakiegoś starbucksa czy coś? *Mówiła do siebie* Niektórzy ludzie nawet nie mają pieniędzy, a inni rzucają je do fontanny myśląc, że ta rozwiąże wszystkie ich problemy.

Blondynka podeszła do fontanny i wyjęła kilka monet i zaczęła się nim przyglądać.

Emma: Geez, znam tyle osób którym by się to przydało: Żulabelinda, Buddymamsmutneżycie, Tomek czy Abigail.

Błękitnowłosa wywróciła oczami, po czym chlapnęła sobie wodą przed siebie, trafiając murek po drugiej stronie fontanny. Ponownie zerknęła kątem oka na blondynę czekając, co zrobi z owymi monetami.

Dziewczyna dopiero teraz zwróciła uwagę na niebieskowłosą.

Emma: Och. Nie zauważyłem, że ktoś tu jest... A w sumie ty wiesz czemu, aż tylu ludzi wrzuca pienądze tu? Widziałem inne fontanny, ale żadna nie miała w sobie, aż tylu pieniędzy.

Dziewczyna spojrzała na blondynkę spojrzeniem... które nie wyrażałoby jakiś większych emocji, prostu zwyczajnie.

Błękitnowłosa: To jest fontanna fortuny. *wskazała na kamienną tabliczkę obok* Chyba sama nazwa wiele mówi. *pokręciła głową*

Emma: Fortuny? Oooo... Dziwne, nigdzie nie ma czaszki... *Powiedziała cicho do siebie* Możesz opowiedzieć coś więcej?

Błękitnowłosa: Hmmm... nie wyglądasz na tutejszą. *zmierzyła ją wzrokiem* Skąd jesteś?

Emma: USA, California.

Dziewczyna spojrzała na nią jak na wariatkę.

Błękitnowłosa: No nieźle Nami, natrafiłaś na obłąkaną.

Zaśmiała się pod nosem, po czym uśmiechnęła się cynicznie.

Nami: Uwierz mi, że my Vastajowie znamy bardzo dobrze kontynenty tego świata i żadnej USA, czy innej Californii tutaj nie ma. *pokręciła głową* Kumam, nie chcesz zdradzić swojego prawdziwego pochodzenia, pewnie pochodzisz ze strony wroga... *westchnęła*

Młoda kobieta obleciała ją wzrokiem...

Nami: ... Nie widzę jednak, byś była uzbrojona. Możesz równie dobrze być magiem...

Emma: Vastajowie? Och... USA to taka dzielnica w Lonii, czasem też nazywana Californią. Te nazwy nie są zbyt znane i są rzadko używane przez nie mieszkańców USA, zawsze o tym zapominam, po prostu większość życia spędziłam tylko w swojej małej dzielnicy nie wychodząc nigdzie dalej i nie ogarniam wielu rzeczy.

<Emma>: Jak dobrze, że Abi kiedyś miała kiedyś fazę na lola.

Nami: Dziecko co ty za brednie wygadujesz.

Spojrzała się na nią chłodno.

Nami: Kogo jak kogo, ale Vastaja chcesz oszukać? *strzeliła facepalma* Płyniesz pod prąd, ale dobrze... Chcesz wiedzieć, to wrzuć je...

Wskazała ręką na trzymane przez nią monety.

Nami: ... do wody.

Emma: Geez, czemu kiedy potrzebuję mądrych ludzi, to wszyscy to idioci, a kiedykogoś potrzebuję do bycia imbecylem to jest mądry? *Mruknęła cicho do siebie, po czym wrzuciła jedną monetę do fontanny*

Nami: Wypowiedz życzenie. *mruknęła chłodno*

Emma: Yyyy... Życzę sobie watę cukrową?

Blondynka przez chwilę spoglądała na fontannę... nic się nie stało. Błękitnowłosa wybuchła śmiechem.

Nami: Naprawdę myślałaś, że to takie proste? *otarła łzę ze śmiechu*

Emma: Oczywiście, że nie inaczej życzyłabym sobie coś więcej nic zwykłą watę cukrową. *Przewróciła oczami ze zirytowania* To co mam zrobić by mieć życzenie oraz czy są jakieś zasady i rzeczy, których nie można sobei życzeć?

Nami: Głupia... *kręciła głową rozbawiona* fontanna wydaje fanty, za które po sprzedaniu u lokalnego handlarza mogłabyś sobie kupić... O! *wskazała pałac niedaleko* Na przykład taką posiadłość.

Nami ponownie machnęła stopami, chlapiąc trochę wodę we fontannie.

Nami: Nie powiem Ci nic więcej, nie jesteś tutejsza. *zachichotała* Odpowiedzi możesz poszukać... tutaj. *rozłożyła ręce* Gdzieś na tym targu pewnie jest odpowiedź na twoje pytanie, może. *wysunęła lekko język*

Emma spojrzała na posiadłość niedaleko.

Emma: Pfff, mam 5 takich.

Po czym poszła.

Do moczącej w fontannie stopy dziewczyny nieśmiało podszedł Tom.

Tom: Dzień dobry.

Dziewczyna spojrzała na chłopaka, szybko prześwietliła go wzrokiem.

Nami: Kolejny nietutejszy... *westchnęła*

Tom: Zgadza się, nie jestem Kazachem. Ale z tego co wiem, tutaj jest miejsce, gdzie mogę zdobyć coś, co może mi pomóc, mam rację?

Nami: Masz... *spojrzała intrygująco* Czyli tamta blondyna jest z tobą?

Tom: Znaczy... Jesteśmy z tego samego konkursu, ale jesteśmy kapitanami przeciwnych drużyn

<Tom: Ładna nawet ta Kazaszka>

Dziewczyna nawet nie próbowała wnikać. W rzeczywistości co prawda wiedziała, ale szczegóły jej nie interesowały. Ważne, by niczego nie zniszczyli... zbytnio.

Nami: Okej... *chlapnęła wodą* Więc czego oczekujesz?

Tom: Dostania przedmiotu czy czegoś takiego, co mi ułatwi rozgrywkę, jakiś immunitet czy coś. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie za nic.

Nami: Huh... ale wymagania. *założyła ręce* Żeby coś otrzymać, trzeba wrzucić monetę... i powiedzieć co chce się dostać. *doprecyzowała*

Tom: Mogę poprosić o co tylko chcę?

Vastajka wzruszyła ramionami.

Nami: Prosić sobie możesz, ale co fontanna wyrzuci to nawet ja nie wiem...

Tom: O, ok... To spróbujmy coś niezbyt przesadzonego... Zaczął grzebać w kieszeni i wyjął małą, srebrną monetę Dobrze...

<Tom: Mam nadzieję, że Kazachskie fontanny coś tam panymają po naszemu>

Tom: Poproszę o anulowanie głosu wybranej osoby na najbliższej ceremonii mojej drużyny! Wrzucił monetę

Moneta wpadła do wody, Tom z zaciśniętymi piąstkami czekał... ale nic się nie działo.

Nami: Kolejny... *zaśmiała się*

Spojrzała na chłopaka rozbawiona.

Nami: To byłoby zbyt proste, nie sądzisz? ^zapytała retorycznie^

Tom: No tak... Mogę jeszcze raz spróbować?

Nami pokręciła głową przecząco.

Nami: Niestety, teraz nie, ale... *dodała*

Tom: Ale...?

Nami: Gdzieś na tym targu znajduje się podpowiedź, która pozwoli Ci coś z tej fontanny *chlapnęła wodę stopą* wyłowić.

Tom: O, ok, dziękuję

Idzie na targ

Nami: Huh... szybki jest.

Wróciła do obijania się, tzn. pilnowania fontanny fortuny.

Przybyła tu Annabelinda, która nie do końca wiedziała gdzie się znajduje.

Annabelinda: Ładnie tutaj, tak ego, egzotycznie całkiem... To chyba jakaś wioska nad Amazonką musi być. Żebym tylko w jakiego węża ani komara nie wlazła.

<Annabelinda: No ja mam tylko nadzieję, że produkcja wie co robi zawożąc nas w takie miejsce, bo zastrzyków ani szczepionek to my żadnych nie mieliśmy przed kręceniem, a to niebezpieczne i nieodpowiedzialne i karygodne. I tak, ja jestem ZA szczepionkami, i nie interesuje mnie co Edyta Górniak ma na ten temat do powiedzenia, bo choć uwielbiam ją i to moja koleżanka jest, to akurat głupoty takie gada, że no... no szkoda w ogóle mówić, taki duży świat, takie małe rozumy po nim stąpają, i tyle...>

Annabelinda: Halo? Dzień dobry!

Zwróciła się do błękitnowłosej.

Annabelinda: Dzień dobry, ja Annabelinda Shell, siostra Alexandry Shell jestem. Udział biorę w takim jednym programie, jakaś Totalna Porażka, Totalnie Porażka, Totalne Porażki, no z głowy mi uciekło... ale to nieistotne. Wiesz może co to za miejsce, obiekt, historia, czemu tu służy, jakaś kultura jaka temu towarzyszy... W ogóle to bardzo ładne, bardzo ładne włosy masz. Takie odcienie teraz modne, a błękityyy i odcienie niebieskie, czy turkusy, czy lazur, czy granat, to wszystko na te wakacje pięknie.

Nami spojrzała na kolejną przybyłą osobę.

Nami: Ja Nami. *kiwnęła wolno głową* Jesteś już trzecią osobą, która mnie tutaj odwiedza... *odparła od niechcenia*

Pogłaskała swoje włosy, uśmiechnęła się lekko.

Nami: Dziękuję... twoje też są okej. *podsumowała* Więc, wiesz gdzie się znajdujesz, prawda? Chodzi mi o fontannę, dla jasności.

Annabelinda: A dziękuję ci bardzo, dziękuję, bardzo miło z twojej strony, bardzo.

Zaczęła bawić się z tego wszystkiego włosami.

Annabelinda: W sumie to kwestia szamponu dobrego, ja to te wegetariańskie stosuję jakieś... w dobrej drogerii takie się znajdzie szybko.

Pokiwała głową.

Annabelinda: No tak, widzę właśnie tą fontannę, bardzo ładna, taka barokowa trochę jak tak na to spojrzeć, zabytkowa... Nie wiem za bardzo gdzie się znajduję, no, to w sumie żadna nowość ci powiem, bo ci gnoje to nas wywożą wszędzie gdzie im się ten, zapatrzy. Najpierw do lasu jakiegoś, chyba nawet w tym miasteczku, potem jakieś zamki nie-zamki, porty, plany filmowe. Raz jakieś miłe miejsca, raz jakieś w ogóle niebezpieczne bezeceństwa takie.

Nami słuchając kobiety spojrzała się w stronę kamery z miną "Zabierzcie mnie stąd".

Nami: Emm... tak. *odparła* Otóż jest to fontanna fortuny, po wrzuceniu jednej z pieniążków których tutaj pełno może wyrzucić Ci jakąś fajną... błyskotkę. *uśmiechnęła się*

Chlapnęła od niechcenia stopą w wodę któryś już raz.

Nami: Nie jestem Ci jednak w stanie powiedzieć co Ci wyrzuci... o ile w ogóle coś wyrzuci. *dodała*

Annabelinda: Fontanna... fortuny mówisz...

<Annabelinda: *klaszcze* No nareszcie jakieś sprawiedliwe dla mojego pobytu elementu tutaj dodano do tej gry, ja to sobie pieniędzy bym życzyła. Normalnie to taka filmowa akcja, wręcz, yy filmowa sytuacja, baśniowa, fontanna życzeń. No to przynajmniej tej latarni całej już z Deeprią sprzedawać nie muszę jak się możemy wzbogacić tym, no... Z Deeprią...>

Jak na Annabelindę przystało, prędko wzięła monetę i już zaczęła marzyć ile dolarów w walizce sobie weźmie.

Annabelinda: Hmmm... jedno, dwa... drzy y ee dee... Hm..?

Nagle Annabelindzie przypomniała się sytuacja, jak w środku nocy się nieco przebudziła. Kątem oka widziała jak Deepria siedziała w skulonej pozycji, w ogóle nie mrugając, jakby była odcięta od rzeczywistości. Miała bardzo posępny wyraz twarzy. Jednak "substancja/czar" z powrotem uchwycił Annabelindę i ta zasnęła.

<Annabelinda: Deepria to jest moja koleżanka. No jedyna chyba tutaj na razie taka. Bo tak to z nikim nie rozmawiałam, ani żadnych planów biznesowych po programie ani współpracy biznesowych nie wzięłam. W nocy to w ogóle nie wiedziałam już czy mi się śniło czy ja na serio to widziałam. Martwię się o Deeprię, bo to dobra dziewczyna, zawsze taka pełna życia, yyy, pełna kreatywności, taka żywiołowa, pogodna. A jak się przebudziłam to wyglądała straszliwie, tak, bardzo straszliwie.>

Annabelinda spojrzała się zgryźliwie kilka razy na fontannę, pieniążka, Nami, za siebie. Głęboko westchnęła.

Annabelinda: Życzę sobie... życzę sobie, życzę sobie by Deepria była bezpieczna gdyby jej drużyna przegrała...

Pociągnęła nosem i wrzuciła pieniążka do fontanny, z łzami w oczach.

<Annabelinda: Yyy y ee, ale jakie łzy, jakie łzy w ogóle mówicie!? No nie no, to w ogóle nie było na serio, no ja grałam tak, nie wiem czemu mi nie wierzycie, ja wszystko zagram co chcecie. *chwila ciszy* *Annabelinda zaczyna płakać* Mogłam życzyć sobie pieniędzy i mieć to wszystko z głowy, ale ja się martwię o moją koleżankę, oni chyba ją prześladują, wykorzystują yyyh, wyzywają za kolor skóry, to na pewno jest to... muszę z nią porozmawiać o tym wszystkim... ja po prostu tak patrzeć na to nie mogę i temu pozwolić odlecieć, udawać że nie widzę.>

Ponownie jak za poprzednimi dwoma razami, nic się nie wydarzyło.

Nami: Cóż... chyba nic z tego nie wyszło *mruknęła* chociaż szanuję życzenie, przyjaciele wszak są najważniejsi. *uśmiechnęła się do kobiety* Mogę Ci jednak coś doradzić.

Puściła oczko do Annybelindy.

Nami: Gdzieś na naszym targu możesz znaleźć podpowiedź dotyczącą tej fontanny. Kto wie, może nawet twoje życzenie będzie miało okazję się spełnić?

Annabelinda: *ociera łzy* Dobrze, dziękuję za ten, za wszystko i za pokazanie i w ogóle... *pociąga nosem* Do widzenia, pójdę na ten targ zobaczyć co tam jest.

Nami pomachała dziewczynie, po czym wróciła do... siedzenia i chlapania.

Irene znalazła się przy fontannie. Było upalnie, Irene więc widząc dziewczynę pluskającą się przy bogato zdobionej fontannie postanowiła również orzeźwić się wodą. Był to niecodzienny widok Irene, która na co dzień kąpała się w luksusach. Weszła do fontanny i lekko schlapała się wodą. Od początku zauważyła złote monety błyszczące się w słonecznych promieniach. Podniosła jedną. Zaczęła mówić do siebie.

Irene: Nigdy takich nie widziałam.

Nami: Vastajskie monety. *odparła* Mieszkańcy wrzucają je do fontanny licząc, że wyda im ona coś dzięki czemu staną się bogaci.

Spojrzała na Irene.

Nami: Czasami wyrzuca niezłe fanty... może spróbujesz?

Irene nie miała nic do stracenia.Wolała czegoś spróbować, niż później żałować, że zmarnowała okazje.

Irene: Czemu by nie? Raz się żyję!

Z uśmiechem podrzuciła monetę, która zakręciła się i wpadła z pluskiem do wody. Zapomniała wypowiedzieć życzenie, chociaż i tak nie wierzyła w takie frazesy. 

Może miała rację, bo.. nic się nie wydarzyło...

Nami: Eh... kolejny raz ta sama formułka. *wywróciła oczyma*

Machnęła stopą w wodzie.

Nami: Musisz znaleźć podpowiedź, która naprowadzi Cię dalej...

Uśmiechnęła się tajemniczo.

Nami: Podpowiedź do fontanny ukryta jest gdzieś na tym targu..., jeżeli dowiesz się co to jest i poprawnie jej użyjesz... coś dostaniesz.

Irene lubiła zagadki. Ta bardzo ją zaciekawiła, postanowiła posłuchać dziewczyny. Mimo, że wydała jej się nieco dziwaczna.

Irene: Dziękuję.

Oddaliła się.

Tablica Ogłoszeń:

Tablica przepełniona jest różnego rodzaju reklamami, ogłoszeniami (nie tylko tymi niemoralnymi) oraz listami gończymi.

Magiczny Namiot:

Wielki, kolorowy i tajemniczy namiot stoi na krańcu targu. Czy jesteś gotów sprawdzić, czy wszystko w nim chodzi jak w zegarku? W środku podobno siedzi jakiś lokalny uwodziciel, który tylko czeka aż ktoś mu się nawinie.

Zaciekawiony osobliwym wyglądem namiotu i nieco zdenerwowany spotkaniem z Jią/Jię (jak to się odmienia? ;-;), Tom wszedł do namiotu

Tom: Dzień dobry

<Tom: Mam nadzieję, że tutaj będzie ktoś milszy... I mam nadzieję, że będzie coś wiedział>

Sprzedawca aktualnie zajęty był robieniem czegoś... jednakże, gdy usłyszał czyiś głos...

Rakan: Witam, witam przyjacielu! Co mogę dla ciebie zrobić?

Oparł się o blat zainteresowany chłopakiem.

Rakan: Szukasz czegoś? Może... potrzebujesz czegoś?

Tom: O! Nareszcie ktoś mówi po mojemu! Słuchaj... Dziewczyna z fontanny powiedziała mi, że na tym targu znajdę coś, co pozwoli mi przekonać fontannę, by spełniła moje życzenie, więc... Wiesz coś może na ten temat?

Rakan: Fontanna?... Ah, Nami! Nie, niestety nic mi na ten temat nie wiadomo... *wzruszył ramionami* Ale jeżeli Cię to pocieszy, to mam dla Ciebie inną propozycję, chcesz posłuchać?

Tom: Zamieniam się w słuch

Rakan: No więc słuchaj uważnie, bo powiem to tylko jeden raz. *uśmiechnął się tajemniczo*

Mężczyzna wyprostował się.

Rakan: Żyję w gęstych zakamarkach tego świata, odnaleźć mnie to nie taka prosta jest sprawa. Imię me jest sławą owiane, kolorów wiele przybrać potrafię, czy wskażesz chociaż jeden z nich skarbie?

Uśmiechnął się.

Rakan: Znasz odpowiedź na te pytania? Masz wiele opcji, możesz strzelać... ale też jest szansa, że któreś z moich znajomych Ci pomoże... jednego widzę już spotkałeś. *wskazał na jego dłoń* Wukong lubi sobie stroić żarty z nowych. *podrapał się nerwowo za głową*

Tom zaczął myśleć, w jego głowie pojawiały się skomplikowane obliczenia matematyczne. Równania stawały się coraz bardziej skomplikowane, z pierwiastków i potęg przeszło do sinusów i innych kosinusów. Po chwili w oprócz obliczeń w głowie Toma pojawiły się też słowa w wielu językach, flaga Kazachstanu, Anubis, szarlotka, twerkująca Roma na stole, udko z kurczaka, deska klozetowa i wiele innych losowych rzeczy, dodatkowo ich zmienianie się przyśpieszało. Nagle wszystko zniknęło, a nad głową wieśniaka pojawiła się paląca się żarówka

Tom: Elderwood Ahri! Kolor... e... czerwony! A dokładnie ujmując, rubinowa czerwień!

Rakan spojrzał zaskoczony na chłopaka.

Rakan: Em... jestem zaskoczony, ale... tak! Poprawnie! Jak ty na to wpadłeś?! *złapał się za głowę* Xayah mnie zabije, miałem wymyślać trudniejsze te zagadki dla przybyszów... no nic.

Pokręcił głową i doprowadził się do porządku.

Rakan: Mogę powiedzieć Ci tyle, że... niczego tutaj nie znajdziesz. *zaśmiał się* Wybacz, po prostu musiałem to na kimś przetestować.

Tom: Dobra, dzięki za wszystko Wychodzi

<Tom: Kazachowie mnie zaczynają powoli irytować! Najpierw ręka, potem mi mózg się przegrzał, oby ciastka od tej małej nie były... Brzuch Toma zaczął burczeć Ojoj... To zły znak...>

Lisi Targ:

W sześciu klatkach siedzi sześć uroczych stworzeń, których pilnuje równie urocza kobieta w kapturze.

Irene przechodząc alejkami targu natknęła się na to miejsce. Zauważyła kobietę, która pilnowała klatek z uroczymi zwierzątkami.

Irene: Dzień dobry.

Kobiecie nie podobało się trzymanie lisów w klatce.

<Irene: Czemu ona trzyma te niczemu winne stworzenia? >

Tajemnicza kobieta spojrzała spod kaptura na Irene. Wyglądało na to, że zmierzyła już ją od góry do dołu, jej mina przybrała dziwnie skwaszoną twarz.

Kobieta: Ehh... czyżby Nami znowu wysłała do mnie jakiś tubylców?

Pokręciła zażenowana głową, dojrzała że kobieta spoglądała w stronę lisów.

Kobieta: Pięćdziesiąt tysięcy monet za jednego. *odparła chłodno*

Irene zdziwił ton kobiety. Ale postanowiła odezwać się do niej raz jeszcze.

Irene: Skąd miałabym wziąć tyle pieniędzy? A z resztą po co mi lis?

Kobieta: Widziałam jak na nie spojrzałaś. *odparła* Te potwory nie mają prawa swobodnie poruszać się po naszych pięknych terenach. *dodała chłodno*

Założyła ręce i oparła się o belkę, poprawiła kaptur.

Kobieta: Więc...?

Irene: Sprzedając je musisz liczyć się z tym, że ktoś wypuści je na wolność. *odpowiedziała nieznajomej *

Kobieta w kapturze uśmiechnęła się pod nosem.

Kobieta: Wtedy trzeba liczyć się z drobnym rozlewem krwi.

Westchnęła.

Kobieta: Skoro nie masz pieniędzy, nie chcesz tych... *ucięła* to po co przychodzisz.

Irene straciła cierpliwość do wstrętnego babska.

Irene: Chciałam uwolnić te biedne stworzenia. Pani je maltretuje. Ale trudno nie mam zamiaru rozmawiać z takimi jak pani... *odparła*

Kobieta: Biedne...?

Irene wyraźnie zezłościła kobietę.

Kobieta: Masz ty pojęcie co te bestie potrafią robić?! *podniosła głos* Jedna taka wymordowała całą wieś!

Wskazała jej ręką.

Kobieta: Precz mi z oczu! *warknęła* albo inaczej porozmawiamy...

*niezadowolona z rozmowy Irene wyszła*

Stragan Jia:

Zwyczajny stragan, przy którym stoi potężny, owłosiony mężczyzna. Przed sobą ma jedynie czarny gliniany słoik, z jakiegoś powodu ludzie którzy podchodzą do tego stoiska, krzyczą…

Tom zawiedziony tym, że dziewczynka nie dała mu żadnych cennych informacji, podszedł do kolejnego stoiska. Od razu po dotarciu spojrzał na groźnie wyglądającego sprzedawcę i lekko się przestraszył

<Tom: To jest dopiero potężny gej Kazach...>

Tom: Um... Dzień dobry, ja do pana przyszedłem w bardzo ważnej sprawie... A przy okazji chętnie się dowiem, co pan masz w tym słoju?

Sprzedawca spojrzał na chłopaka, po czym zaśmiał się kpiąco.

Sprzedawca: Wsadź rękę, to się dowiesz skrzacie. *zaśmiał się*

Tom popatrzył na słoik, a potem na sprzedawcę, po czym wieśniak wzruszył ramionami i wsadził lewą rękę do słoika

Tom: I ile ja to mam tak trzymać?

Sprzedawca uśmiechnął się pod nosem.

Sprzedawca: Tylko chwilkę.

Tom niewzruszony stał tak... jednak po chwili...

Tom: ...AAA!!!

Wydarł się tak mocno, że aż lisy w okolicznym straganie zaczęły szaleć. Szybko wyjął rękę ze słoja, była cała spuchnięta i czerwona... pulsowała.

Sprzedawca: Muahaha. *zaśmiał się głośno* Za każdym razem się nabierają. *otarł łzę ze śmiechu*

Tom: Człowieku! Czy ty jesteś normalny!? Czy ty masz rozum i godność człowieka!? Jak ja mam teraz tą uszkodzoną grabią szukać przedmiotu, który pomoże mi przekonać fontannę do dania mi tego, czego potrzebuję? Ała... :c

Wielki, owłosiony mężczyzna znikąd pojawił się przed chłopakiem. Jego twarz została przyciemniona, lecz można było się spodziewać, że był zły...

Sprzedawca: Wynocha mi stąd.

Tom: Dobra pójdę, ale ty weź człowieku coś zrób ze swoim życiem, bo to co ty robisz to nawet dno nie jest! To jest odwiert! Jesteś silny to weź się za jakieś kowalstwo, a nie tylko pasożytujesz na tym biednym kazachskim społeczeństwie! Do widzenia! Odszedł

Kramik herbaciany:

Samoobsługowe stoisko, które obfite jest w różnego rodzaju herbatę. Przyrządza się ją samemu, a obok znajduje się pojemnik na monety do zapłaty. Nikt tego nie kontroluje, ale ten kto uczciwy to zapłaci sam…

Po wizycie przy fontannie zjawiła się tu Emma, która spragniona kupiła sobie jakąś herbatę, a potem włożyła do pojemnika na monety jedną z wielu monet, które zgarnęła z fontanny.

Emma: Co za głupek zostawia pojemnik z monetami od tak? Na Florydzie już dawno ten pojemnik znalazł by się na jakieś na czarnej aukcji czy coś.

Następnie przyszła tutaj Deepria, która również nie zdawała się być w zbyt dobrym humorze.

Deepria: Siema, Lil Dee, yo yo. Ten wystrój mnie rozprasza... Co to za herbatki dla dzieci? Jak my już dorośli jesteśmy i nie mamy 10 lat, powinni jakiegoś browarka zafundować czy co. Napiłabym się, ale tych sików nie chce, jakąś Warkę, Lecha, Żubra czy coś.

Emma: Herbata uspokajająco... Myślę, że ci się przyda. *Powiedziała ze sztucznym uśmiechem na twarzy, popijając herbatkę*

Deepria poklepała Emme po plecach. Niestety, zrobiła to tak mocno, że fa prawie zachłysnęła się herbatą. Nie zrobiła tego jednak celowo.

Deepria: No stara! Dzięki za troskę. Po prostu wiesz... Ostatnio miałam bardzo cężkie życie. Doświadczam w tym programie rasizmu, jak i w prawdziwym życiu. Nikt nie docenia mojej sztuki.

Dziewczyna zaniepokoiła się.

Deepria: Ej, a ty czemu tak kaszlesz? Badałaś się na tego koronaplatfusa?

Zarzuciła na siebie maseczkę.

<Deepria: Słyszałam, że objawy koronawirusa to kaszlenie... Czekajcie, to było kichanie chyba? Wyjebane. W każdym razie ja się żadnego wirusa nie boję, nasz kraj sam jest jak ten wirus i nie docenia raperów, i przede wszystkim raperEK.>

Dała Emmie egzemplarz swojej płyty.

Deepria: Enjoy bitch!

Po chwili Emma przestała kaszleć.

Emma: Geez, udusić mnie chciałaś, a teraz chcesz bym ogłuchła?! Czym ja sobie w tym programie zasłużyłam na takie traktowanie?!

<Emma>: Czemu wszyscy mnie tu nienawidzą z jakiegoś powodu?! Zaproponowałam Tomowi makeover, chciałam się pozbyć tej jego wstrentnej koszuli, jestem tu jedyną osobą z trzycofrywym IQ, powiedziałam Rumunii całą prawdę, podarowałam Buddiemu szmatiemu drapak dla kota, a tej szmacie doradziłam by się herbaty napiła, a oni wszyscy traktują mnie jak jakąś przecietną Abigail! Pfff, jestem przyzwyczajona. Haters gonna hate.

Deepria zaśmiała się myśląc, że to żart.

Deepria: Boże Emma ty moja suczko, jaka ty jesteś spoko lasia!

Nalała po kryjomu dziewczynie whiskaczka do herbatki. Ona sama wyjęła najtańszego browara i zaczęła go siorbać.

Deepria: Oj kochana, nie próbuj swoich sił w muzyce, bo skończysz jak ja. To zasrany biznes. Nikomu nie można ufać, musisz mieć oczy i uszy zawsze otwarte. Ci skurwysyni będą chcieli cię zniszczyć, ale nie daj się im! To co się dzieje na świecie teraz to jakieś bycze gówno, wszyscy jemy je po równo. Tęsknię za czasami, kiedy ludzie nie byli jebanymi szmatami. Kiedy nie wbijali noża w plecy i nie strzelali do mnie z fortecy. Ehh, rap to poezja, której nikt nie rozumie. To jak ten Wokulski napisał Lalkę. Piękna powieść.

Z jej ust można było wyczuć alkohol i zachowywała się jak pijana ciotka.

Emma spojrzała się na Dee z miną "Bycz please".

Emma: Laska, Beyonce to moja chrzestna. Jakbym chciała to bym była nową Lady Gagą czy Cher, bycz.

Deepria: You wanna ask why? Everything is why why why. Why me, why you, why everybody else. Okay, why don't you ask yourself why? Ask yourself why you are not aware around you. Why am I rich? Because I work hard, I take care of myself. Why am I poor? Because I don't work, I don't sacrifice for myself. Okay, why I'm not blonde? Because I'm African American. Why my girlfriend or my boyfriend broke up with me? Because 'I don't love you anymore'. Why he cheated on me? Because he loves or she loves somebody else, not you. Why why why, why. So many whys. Why people kill people? Because that people doesn't like people. Why? There's so many why. You know already why you're in danger. You should not be there. You should not and you should be careful. Don't ask why. This world is very dangerous so do not, don't ask why anymore. You should except why and then you have to have your answer. Okay, what else is why? Why the earth is beautiful? Because God created it.

Tak się najebała, że wyjebała się na stół. Niechący strąciła filiżankę z herbatą prosto na Emmę. Zaczęła się śmiać.

Deepria: Na czyj widok się tak zmoczyłaś? Chcesz zobaczyć moją waginę? Ma na imię Lili.

Emma: Laska, jesteś kompletnie pijana!

Stoisko z lisimi ciastkami:

Stoiska pilnuje mała dziewczynka, która w ręku trzyma pluszowego misia. Na jej stoisku znajduje się pełno ciastek, które kształtem przypominają słodkiego lisa.

To stoiska podszedł skuszony słodkim zapachem Tom, chłopak widocznie się ucieszył gdy zobaczył ciastka. Wieśniak zauważył też dziewczynkę, którą zinterpretował jako sprzedawczynię

Tom: Hej mała, ty tutaj rządzisz?

<Tom: Lubię jeść, ale nie zamierzam kraść tych ciastek>

Dziewczynka przytaknęła

Tom: To... Jak chcę kupić trochę, ile płacę?

Dziewczynka: Jedna srebrna moneta za 10 ciastek

<Tom: Dobrze, że mam srebrne monety, jakby mi z jakimiś rublami czy innymi hrywnami wyskoczyła, to bym się osrał drełując do kantora. Kocham Kazachstan>

Tom wręczył dziewczynce srebrną monetę, a ta w zamian dała mu dziesięć ciastek, zapakowanych w jasno-brązowy woreczek

Tom: Dziękuję Wyjął jedno ciastko i zaczął je jeść Właśnie! Mam sprawę do ciebie dziewczynko!

Dziewczynka patrzyła na Toma zaciekawionym wzrokiem

Tom: Jak jest fontanna fortuny, to wrzuciłem pieniążek i powiedziałem życzenie, ale nic się stało! Tamta dziewczyna co tam siedzi, powiedziała, że muszę coś znaleźć na tym targu, co mi w tym pomoże. Nie wiesz może gdzie powinienem szukać?

<Tom: Raczej nie spadnie mi to na głowę!>

Dziewczynka pokręciła przecząco głową.

Tom: Eh, no dobrze... Dzięki... To pa! Pomachał dziewczynce i odszedł.

...

Niby to uczestnicy mieli przeszukiwać miasteczko, ale jeden z prowadzących wprost nie zdołał się powstrzymać. Chłopak przybył na stragan i sięgnął po ciastko.

Bill: Lisociastkowy stragan jest zaiste... *przyjrzał się ciastku* Lisociasteczkowy... Zupełnie jak to lisociastko *uniósł wyżej wypiek*

Blondyn oparł się o ladę, przymknął oczy, zaciągnął się powietrzem.

Bill: Ohh... Jak cudnie...

Chłopak odszedł na bok, aby nie przeszkodzić ewentualnym poszukiwaczom. Zaczął obracać zdobycznym ciastkiem.

Bill: Rudy ojciec, rudy dziadek, rudy ogon - to mój spadek! *recytował* A ja jestem rudy lis, Bill cię zaraz będzie gryzł!

Dokończywszy swój spontaniczny wierszyk chłopak z apetytem wbił zęby w kruche ciasteczko przypominające wielokrotnie wspomniane, niewielkie zwierzę. Rozkoszował się nim stojąc na boku.

Strefa Lotosu:

Wokoło znajduje się kilka mięciutkich siedzeń, kadzidełko oraz figurki przedstawiające jakieś postacie, całkiem realistyczne szczerze mówiąc.

Irene po tak stresującym spotkaniu musiała odpocząć. Znalazła się więc tu, skręcając w jakieś dziwne zakamarki miasteczka. Chociaż trudno było Irene określić dokładnie czy to miasto czy wieś.

Irene: Czas na odrobinę relaksu na moje skołatane nerwy.

Podeszła do kadzideł, które leżały na stoliku, ustawiła wybrane na podłodze i zapaliła je. Wybrała te o egzotycznych. owocowych zapachach.

Irene: Takie lubię najbardziej.

Zrelaksowana usiadła na poduszkę. Zamknęła oczy i zaczęła rozmyślać. Przez jej głowę przechodziły teraz tysiące myśli. Irene brała głębokie oddechy, to pozwoliło jej się uspokoić i doprowadzić do stanu spokoju duchowego.

W pewnym momencie kobieta przypomniała sobie o tym, co mówiła jej kobieta przy fontannie.

Pałac Iminha:

Na skraju wioski znajduje się mały pałac, ze sporym zapleczem ogrodów. Z jakiegoś powodu mieszkańcy nie zapuszczają się w te rejony, a sama posiadłość wydaje się być niezamieszkana.

Główne wejście:

Wielkie frontowe drzwi to jest to, co powinien każdy pałac posiadać, nawet jeśli jest tak miniaturowy jak ten. Obok jest też ścieżka, która prowadzi do ogrodów za pałacem.

Tom podszedł pod wejście od pałacu

<Tom: Bardzo ładny pałacyk, jakbyśmy mieli drużynowo zbudować domek, to kazałbym mojemu zespołowi taki zbudować. Król Tom I Żarłoczny... To brzmi świetnie!>

Tom otworzył drzwi i podekscytowany wbiegł do środka.

Bill przemieścił się i polazł do pałacu.

Salon:

Ogromny salon, w którym zmieściłaby się 20-osobowa rodzina. Stoi w nim średniowieczny zegar z pozłacanym wahadłem. Oprócz tego wielka sofa, stolik i pełno książek do dyspozycji.

Kuchnia:

Kuchnia w bardzo charakterystycznym dla siebie, średniowiecznym stylu. Luksusowo, ale tylko jak na ten styl przystało.

Tom jako pierwszy przyszedł do pałacu, oczywiście jego wrodzono, jedzenio-poszukiwawcze instynkty nie mogły go przyprowadzić nigdzie indziej niż do kuchni. Chłopak rozejrzał się po pomieszczeniu

Tom: Po raz pierwszy, nie podoba mi się w kuchni...

Tom poszedł do stojącej pod oknem skrzyni i zaczął w niej grzebać

Tom: Musi coś tutaj być! Zaraz...

Tom wyciągnął coś zwiniętego w brązowy materiał, postanowił go odwinąć, w środku była...

Tom: KIEŁBASA!!!

A dokładnie to sznur, składający się z około 20 kiełbas, Tom od razu przystąpił do konsumpcji, po oderwaniu pierwszej od reszty.

Bill: Masz bardzo duży apetyt jak na kogoś tak szczupłego...

Trudno było powiedzieć kiedy blondyn się pojawił. W tamtej chwili był widoczny blisko uczestnika, oparty tyłem o kuchenną ławę.

Bill: Kiełbasa jest tucząca i ma dużo tłuszczu *mówił jakby do siebie* Nie robi najlepiej na... Organizm *przejechał sobie ręką po brzuchu*

Aby zebrać lepiej myśli sięgnął po leżącą na stole, fioletową marchewkę i zaczął stukać nią o kolano.

Bill: Marchewki są fajniejsze, zwłaszcza te w tym wymiarze *od niechcenia przerzucił głowę tak by złapać kontakt wzrokowy*

Tom, który rozpoczynał już drugą, albo trzecią kiełbasę, odwrócił się do blondyna

Tom: Biorąc pod uwagę jaką mam szybką przemianę materii, wręcz nienaturalnie szybką, małe są szanse, że mi jedna, dwie, czy pięć kiełbasek zaszkodzi. Marchewki są spoko Wziął gryza kiełbasy Cokolwiek jadalnego jest spoko, ale wiesz... Kiełbasą się bardziej najesz niż marchewką Kontynuował jedzenie kiełbasy

Prowadzący chłonął wręcz każde słowo wypowiadane przez swojego rozmówce, aby podkreślić to przyjął nawet charakterystyczną pozę słuchacza. Z głową podpartą na ręce wpatrywał się w chłopaka.

Bill: Bardzo, bardzo ciekawe...

Blondyn zamrugał oczami, chyba w jego głowie pojawił się jakiś pomysł. Po krótkiej pauzie westchnął głęboko i wbił ponownie wzrok w Toma.

Bill: I jesteś tu sam w tym pałacu, zwiedzasz tylko po to... By się najeść? *w jego głosie brzmiała ciekawość*

Tom: No właśnie sobie sam odpowiedziałeś Wziął kolejnego kęsa Jesteśmy tutaj sami, więc jedyne co mi zostało to dobrze się najeść, bo nie będę sam chodził po pałacu. Może jak ktoś przyjdzie to pójdę z nim pogadać i przy okazji zwiedzić trochę pałacu. Wziął kolejny kęs, patrząc na Billa

Ten wyższy z dwójki kiwał głową zainteresowany.

Bill: Interesujące *przeciągnął się i westchnął* I dość rozsądne. Wymiary zamieszkiwane przez nasze demony nie są bezpieczne do zwiedzania w pojedynkę, to z reguły nierozsądne...

Blondyn jak gdyby nigdy nic odgryzł końcówkę marchewki. Chwilę chrupał nadal patrząc na swojego rozmówcę.

Bill: A, bo mnie tak jeszcze zastanawia... Taka o ankieta *przybrał nagle inny ton* Z kim byś najchętniej pozwiedzał pałac? To nie podchwytliwe *zaśmiał się pod nosem* Chyba nie...

Tom skończył przeżuwać i zaczął się zastanawiać

Tom: Myślę... że Eve, czy jak jej tam... Wydaje się być bardzo miłą osobą

<Tom: Każdy, byle nie Emma!>

Host uśmiechnął się pod nosem, nie po raz pierwszy pokiwał głową.

Bill: Rozumiem *spojrzał w jakiś punkt w kuchni*

Blondyn kręcił głową, zastanawiał się, trochę grał, trochę testował Toma, a trochę się nudził. Nie chcąc dać po sobie nic poznać ponownie chrupnął fioletową marchewkę.

Bill: Tylko nie bądźcie zbyt namiętni jeśli spotkacie się w tym pałacu *mruknął będąc samemu rozbawionym swoimi ideami*

Tom się lekko uśmiechnął i wziął następny kęs kiełbasy

Tom: Jeżeli jakaś dziewczyna, z którą łączy mnie bliższa relacja, będzie chciała zbliżyć się jeszcze bardziej, nie widzę przeszkód.

Bill: Mhm... Popieram *wyprostował się**

Wysoki chłopak przeszedł naokoło. Ten czas pozwolił mu uporać się z nietypową marchewką. Końcówkę warzywa nonszalancko cisnął za siebie, upadła ona gdzieś w głębi kuchni.

Bill: Jesteś...

Nie dokończył od razu. Stał przed uczestnikiem i mierzył go wzrokiem. Blondyn dla odmiany z rozmarzonego, później ciekawskiego, stał się teraz jakby ostry.

Bill: Jesteś grzeczny.

Chociaż w tym stwierdzeniu nie było nic niezwykłego z ust blondyna zabrzmiało to wręcz jak obelga.

Tom: Masz z tym jakiś problem? Bo po twoim tonie stwierdzam, że tak.

Host jak gdyby tylko na to czekał. Uśmiechnął się lekko.

Bill: No miał bym, nie lubię mimoz *wzruszył ramionami* Z tą kiełbasą wydawałeś się nudny, ale okazujesz się mieć jakiś charakter.

Przystojny osobnik powędrował na taboret i usiadł tak by być naprzeciwko Toma.

Bill: Sprawdzam cast, czy jesteście tak ciekawi jak wydawaliście się w zgłoszeniach *wzruszył ramionami mówiąc na swoją obronę* A ty chociaż umiesz się postawić, chociaż jakbyś rzucił we mnie kiełbasą to byś nie dostał punkcika.

Tom: Ja!? Wziął kęsa kiełbasy i dalej mówił z pełną buzią Rzucać w kogoś kiełbasą!? Przełknął Marnotrawstwo! Takich ludzi to powinno się głodzić i trzymać w szklanej gablocie, przy ścianach której, po stronie zewnętrznej, są jej ulubione potrawy!

<Tom: Mnie mama dobrze wychowała i ja jedzenia nie marnuję!>

Blondyn podrapał się zaintrygowany po brodzie.

Bill: Ciekawa idea na torturę, sam o tym nie pomyślałem nigdy *pochylił się na taborecie* Czyżbyś sam się takiej najbardziej obawiał?

Czekając na odpowiedź wyjął spod siedziska kolejną marchewkę. W końcu trochę czarować umiał.

Bill: Za rzucanie we mnie tłustą kiełbasą z Ioni skończyłbyś w klatce z lisami *przeniósł wzrok na opuchniętą dłoń uczestnika* albo... z drugą równie spaskudzoną dłonią.

Tom spojrzał na swoją lewą dłoń

Tom: A, to... Mogłem nie podchodzić do tego typa... Ale ciekawość wzięła górę. Chyba wolałbym klatkę z lisami, są jak psy, a ja lubię psy.

Bill: Też lubię pieski *powiedział wolno*

Prowadzący przyglądał się swojemu rozmówcy - tak jak robił to na początku. Jego spojrzenie wyrażało aprobatę.

Bill: Może to nauczka by nie pchać łap tam gdzie nie wolno. Chyba lubisz takie specjały *założył ręce* Pchałeś się do pyska Moby Dicka też...

Tom: Musiałem Wzruszył ramionami Inaczej, nie wiadomo jak skończyła by moja drużyna.

Nikogo chyba nie dziwiło to, że Bill odpowiadał skinięciami.

Bill: Kontynuujmy więc sesję pytań. Lubisz stanowisko kapitana? Ja bym na pewno lubił, ten splendor, ta chwała! *uniósł ręce* Żyć nie umierać!

Tom: Splendor? Nie znam niemieckiego. Chwała? Niezbyt. Zamiast tego muszę zapieprzać za resztę teamu, może nie za wszystkich, teraz może będzie lepiej jak odpadli Ricky i Portia, którzy byli chyba największymi czopkami. Tak to praktycznie nie mam żadnych przywilejów, po prostu mam tytuł, to wszystko.

Prowadzący nie wytrzymał i parsknął śmiechem. Nie próbował już się potem ani uspokoić, ani stonować. Chwilę bujał się na taborecie. Kiedy już się naśmiał momentalnie wyprostował się jak struna. Zmiany zachowania były u niego powszechne.

Bill: Urokliwe *powiedział sucho* Nazwanie wywalonych kolegów... Czopkami *wypowiedział głoskę "p" w charakterystyczny, dźwięczny sposób imitujący pyknięcie*

Chłopak podwinął jedną nogę, na niej podparł rękę, na której z kolei podparł głowę. W tej nad wyraz złożonej pozycji posłał swojemu rozmówcy kolejne pełne ukrytego znaczenia spojrzenie.

Bill: Iii... A może tak dla odmiany... Hm... Nie, nie, to nieładnie tak pytać *skarcił tak siebie* Byliście dość jednogłośni na ceremonii, Portia chyba ze strachu głosu nie oddała... To twój plan na grę? Duży sojusz? Jak nie chcesz gadać o grze to zarzuć temat, ja chętnie pogadam o... brukselkach *w jego dłoni zamajaczyło wspomniane warzywo*

Tom: Fuj! Zmarszczył się Brukselka! Ble! Wydał odgłos imitujący rzyganie To nie jest jedzenie! To jest tortura! Na surowo jeszcze ujdzie, ale gotowana to weź nie pytaj! Nie, nie Zaczął trząść głową A mój plan na grę jest prosty, nie dać dupy i do przodu.

Host wzruszył ramionami - nie po raz pierwszy tego dnia.

Bill: Szkoda, w tym wymiarze brukselki są jak słodycze *zademonstrował wrzucając sobie zieloną kulkę do ust* Mniam! *oblizał się* Koniecznie musisz spróbować! Jedyne co lepsze to tutejsza brukiew.

Tom: Wolę nie ryzykować i zostać przy dobrej kiełbasie Wziął kęsa kiełbasy, o której sobie właśnie przypomniał Nie ważne czy to Kanada czy Kazachstan, brukselka to brukselka

Bill pokiwał...

Bill: Z pewnością, mądrze prawisz Tommy *zaśmiał się pod nosem* Uhh... To nie będę przerywał degustacji, baw się dobrze...

Pożegnał się i odszedł.

Jadalnia:

Pomieszczenie do spożywania posiłków, nic więcej. Stół jest w stanie pomieścić osiem osób.

Toaleta:

Nie znajdziecie tu luksusów, ale swoją rolę spełnia.

Prywatna Sypialnia (zamknięta):

Prywatna sypialnia na piętrze, niestety dostęp do niej został ograniczony. Pewnie istnieje jakiś sposób, by dostać się do środka…

Taras:

Sporo miejsca, wokoło pełno kolorowych roślin, drewniane krzesełka i stoliki. Znajduje się tutaj też tylne wejście do środka.

Na taras spokojnym, acz pewnym krokiem wkroczyła pewna białowłosa specjalistka od voodoo. Dziewczyna miała czarne luźne spodnie i granatową koszulkę na cienkich ramiączkach. Włosy standardowo miała rozpuszczone, jedynym przedmiotem który je lekko upinał była kokardka.

Stanęła na środku tarasu i uważnym spojrzeniem swoich błękitnych oczu go zlustrowała. Piękne rośliny, różne meble, cisza i słońce lekko przedzierające się pomiędzy drzewami. Grace westchnęła zadowolona i usiadła na jedynej z obecnych drewnianych ławek. Siedzenie okazało się wygodniejsze niż się spodziewała dzięki miękkim poduszkom, które były na niej poukładane.

Grace: Idealnie *powiedziała rozsiadając się wygodnie*

No, może prawie idealnie. W końcu nie pogardziłaby czymś zimnym do picia i pewną blondynką do towarzystwa.

Jak na zawołanie zjawiła się tutaj osoba, o której albinoska myślała. Z uśmiechem na ustach blondynka powędrowała wzrokiem w kierunku siedzącej Grace.

Roma: A może być jeszcze lepiej. *smirk*

W dłoniach niosła... dobrze, nad jej dłońmi lewitowały dwie szklanki z lodem w środku oraz dzbanek z przeźroczystym płynem, zwanym potocznie wodą. Blondynka przysiadła sobie obok voodoo witch, szklanki i dzbanem równocześnie ustawiły się na stoliku.

Grace: Zdecydowanie. *uśmiechnęła się czarująco widząc blondynkę* Jak mnie znalazłaś co? *zachichotała nalewając wodę do obu szklanek*

Roma: Ciebie znalazłabym nawet na krańcach Hadesu. *odparła z błyskiem w oczach*

Blondynka pstryknęła palcami, po czym dzbanem sam nalazł do szklanek z lodem wody.

Grace: Wierzę Ci na słowo *powiedziała lekko zarumieniona*

Białowłosa z uśmiechem na twarzy podała Romie jedną szklankę, drugą zgarniając dla siebie. Następnie wyprostowała nogi opierając je na blondynce, a plecy oparła o boczne podłokietniki ławki. Pozycja ta pozwalała jej nie tylko zrelaksować kończyny, ale i stale obserwować Romę.

Grace: Za nas i dobrą zabawę *zachichotała wznosząc toast*

Blondynka tak jak jej towarzyszka wzniosła toast, po czym odstawiła szklankę. Jej dłonie powędrowały na kończyny Grace, lekko zaczęła ją głaskać...

Roma: Właśnie wracałam od naszej cwanej lisicy. *odparła wzdychając* Dziwne, że jeszcze nikt do niej nie poszedł. *zamyśliła się*

Druga prowadząca z przyjemnością poddała się pieszczocie popijając wodę.

Grace: Jakby na to nie spojrzeć może tak dla nich bezpieczniej *uśmiechnęła się* Poza tym ona sama raczej nie czuje wielkiego zapotrzebowania na towarzystwo, zwłaszcza skoro już ty ją odwiedziłaś *powiedziała siląc się na neutralny ton*

Roma: Może... *westchnęła* W każdym razie na Ziemi na pewno odczuwają teraz... skutki naszego spotkania. *zaśmiała się nieśmiało*

Grace: Na szczęście nas tam nie ma i to nie nasze zmartwienie *rozejrzała się zadowolona* Dobrze się stamtąd wyrwać, zmienić otoczenie. *okręciła sobie dookoła palca pasemko włosów blondynki*

Roma pokiwała głową twierdząco.

Roma: Szczególnie, jeżeli mówimy o takich miejscach ja to. *puściła jej oczko* Lokacje Billa jakieś takie... śmierdzące są. *skrzywiła się, po czym zaśmiała się*

Blondynka postanowiła zmienić trochę pozycję, podniosła Grace i ta zamiast siedzieć na pufach aktualnie posadzona została "na kolana".

Grace: Tak tutaj jest zdecydowanie przyjemniej, a te kwiaty... piękne *spojrzała Romie w oczy*

Grace objęła zarzuciła ręce na szyję blondynki, oparła głowę na jej ramieniu i przymknęła oczy rozkoszując się chwilą.

Roma: Masz rację kochanie, masz rację...

Blondynka również oddała się chwili, ciesząc się ze spędzania wspólnego czasu z wiedźmą.

Ogród Zapomnienia:

W miejscu tym wyjątkowo panuje cisza. Lekka mgiełka unosi się na terenem ogrodu, gdzieniegdzie znajdują się nagrobki i gliniane urny. Na jednym z większych nagrobków siedzi jakaś kobieca postać, którą charakteryzuje… ogon.

Przez krzewistą bramę przeszła znana dobrze pani blond-host. Kroczyła wolno przez ścieżkę, która ciągnęła się wokół nagrobków, urn i niskiej roślinności takiej jak krzewy czy kwiaty...

Roma: Jaka cisza... *odparła do siebie*

Skoro już przy kwiatach mowa, rosły tam jak można się spodziewać raczej gatunki, których na Ziemi nie spotkamy. Co jednak zaskakujące, dało się wyłapać podobieństwo niektórych z nich do tych Ziemskich, na przykład zdecydowanie przeważały kwiaty przypominające białe orchidee, czarne i czerwone róże czy narcyzy. Blondynka nachyliła się nad jednym, po czym delikatnie zerwała białą orchideę.

Roma: Kwiaty śmierci. Ciekawe czy tutaj mają taką samą właściwość jak Ziemskie.

???: Nie krępuj się. *giggles*

Blondynka usłyszała dobrze znany jej głos, nie musiała nawet w jego kierunku odwracać głowy. Jedyne co zrobiła to uśmiechnęła się pod nosem.

Roma: Chyba jednak nie będą potrzebne, skoro Ionia już posiada jedną lisicę, która specjalizuje się w mordowaniu przez sen. *odwróciła się w kierunku głosu* Prawda, Ahri? *giggles*

Spojrzała w kierunku nagrobku, na którym siedziała kobieca postać. Spoglądała ona na blondynkę swoimi wielkimi, błękitnymi oczami oraz uśmiechała się lekko pod nosem. Jej lisie uszy poruszały się lekko, identyfikując wszystkie dźwięki w pobliżu, a ogon... ogon lekko owijał nagrobek na którym siedziała.

Ahri: Czy tak ciężko mi zaufać? *spojrzała smutno, po chwili jednak zachichotała*

Lisica zeskoczyła z nagrobka, po czym lekko przeciągnęła się. W momencie, gdy to robiła z jednego ogona momentalnie zrobiło się ich... dziewięć.

Ahri: No chodź, szepnij mi coś na uszko. *powiedziała kusząco, poruszając lisimi uszami*

Pani prowadząca wyprostowała się, po czym wolno ruszyła w kierunku lisicy. Dziewięć ogonów Ahri zajmowało zdecydowanie większy obszar niż tylko jeden, skutecznie zasłaniając to, co znajdowało się bezpośrednio za nią.

Roma: Z chęcią kochanie, ale niestety jestem aktualnie zajęta. *wzruszyła ramionami*

Zatrzymała się przed lisicą, spojrzała na nią chytrym wzrokiem.

Roma: Sama tutaj siedzisz. Sądziłam, że te trójwymiarowe pierdoły trafią do ciebie bez problemu. *rozłożyła ręce zażenowana* Chyba trzeba będzie ich jakoś zmotywować...

Ahri zachichotała.

Ahri: Jestem przyzwyczajona do samotności, więc nie czuję się jakoś specjalnie dotknięta. Gdybym chciała, to już bym dawno pobiegła na targ i ich...

Roma: Ale nie pobiegniesz, bo kumple którzy pilnują fantów by się na Ciebie rzucili. *wtrąciła się, uśmiechając się chytrze*

Lisica westchnęła, jeden z jej ogonów delikatnie przykrył jej część twarzy.

Ahri: Xayah pewnie już ostrzy swoje piórka na mnie. *założyła ręce*

Roma: Aktualnie to... *zamknęła oczy...* Pognała ze straganu naszą kochaną Irenę. *... i otworzyła* Chciała wypuścić stworzonka, urocze.

Ahri: Już ją lubię. *giggles*

Roma: W porównaniu do niektórych osobników... tak, zdecydowanie nie brakuje jej kultury, aż świeci od niej dobrocią... *udała odruch wymiotny* Nuuuda! *jęknęła*

Jeden z ogonów Ahri objął delikatnie Romę w pasie.

Ahri: Skoro tak...

Ogon lekko przysunął blondynkę do lisicy.

Ahri: Może zabawisz nas jakoś? *giggles*

Blondynka spojrzała na lisicę zmysłowo, położyła dłoń na ogonie który ją obejmował.

Roma: Czyżbyś... umierała z głodu?

Lisica ponownie zachichotała, oblizała lekko swoją górną wargę.

Ahri: Mmm... nie krępuj się.

Roma: Co prawda oddając Ci część swojej esencji życiowej nic mi się nie stanie, wszak jestem istotą magiczną... jednak mam lepszy pomysł. *uśmiechnęła się chytrze*

Ahri: Hmm... to takie kuszące. *jęknęła podniecona*

Blondynka zamknęła oczy i wyciągnęła ręce przed siebie, po czym złożyła je razem. Po chwili w jej dłoniach zaczęła formować się jakaś kula światła, światełek... w każdym razie, błyszczących i bardzo magicznych.

Roma: Aicyż jumrof ołtaiwś...

Lisica z podziwem obserwowała zdolności blond-prowadzącej. Po chwili zmaterializowała się różowa kula wielkości piłeczki tenisowej, która lewitowała nad dłońmi Romy.

Ahri: Wyczuwam... życie. *giggles*

Blondynka otworzyła oczy i spojrzała na różową kulę.

Roma: Słusznie. W tej różowej kuli zebrałam esencję życiową około miliarda ziemskich istot... chyba esencję...

Zastanawiała się tak chwilę, po czym przyjrzała się kuli. Jako postać obdarzona magicznymi zdolnościami nie miała problemów z odczytaniem tego, czego prawdopodobnie nikt inny nie byłby w stanie, nawet Bill czy Grace.

Roma: Cóż... esencja życiowa w pakiecie z miliardem ludzkich istnień. *dodała rozbawiona* Na Ziemi pewnie wybuchła panika, o ile jeszcze się tam jakoś trzyma... *mruknęła zastanawiając się jak radzi sobie inny znajomy demon*

Lisica z dziewięcioma ogonami przyjrzała się kuli, nachylając się nad dłońmi blondynki. W jej błękitnych... wróć, jej oczy przybrały barwę pomarańczową, a w nich bardzo dokładnie odbijała się różowa kula. Ahri ponownie przejechała językiem po swoich wargach, chichocząc.

Roma: Widzę jak na nią patrzysz... jest twoja. *zbliżyła dłonie do niej, po czym kula zaczęła lewitować w jej obrębie* Czy zjesz ich teraz, czy później...

Ahri: Teraz należą do mnie. *odparła spoglądając na kulę*

Roma: ... tak. *odparła* Chyba zostawię was samych sobie. *zachichotała*

Lisica uśmiechnęła się podstępnie, po czym również zachichotała. Roma oddaliła się mimowolnie w kierunku pałacu, Ahri zaś ponownie cupnęła na nagrobek. Utrzymywała kulę w swoich dłoniach, bacznie się jej przyglądając.

Ahri: Słyszę wasze krzyki.

Zbliżyła ją na wysokość swoich oczu. Po słowach blondynki zdecydowanie zdawała sobie sprawę, że wszystkie istoty w tej kuli widzą, słyszą i reagują na zachowania lisicy. Podniecało ją to, bardzo...

Ahri: Koniec zabawy.

Dziewczyna jednym szybkim ruchem zapakowała sobie kulę do ust, a następnie momentalnie połknęła. Jej uszka poruszały się, oczy zaświeciły się, a ona oblizała się z zadowoleniem na ustach.

Ahri: *giggles*

Lisica zadowolona kontynuowała swoją egzystencję na grobowcu, jednocześnie zachwycając się smakiem swoich ofiar.

Ahri: Chyba najadłam się za cały rok... *odparła cicho*

Po chwili jednak... coś zaburczało. Jej brzuch. Zaburczał.

Ahri: Ups... Chyba jednak nie. *giggles*

Ogród Lotosu:

Cisza i spokój - krótka kwintesencja tego, czego można się spodziewać po tym miejscu. Jedyne dźwięki jakie tutaj usłyszycie to dźwięki natury.

Placidium - Zadanie

15D-Ogniki15D-Chochliki

Niczego niespodziewający się uczestnicy zostali niepozornie wcześniej uśpieni, a następnie przetransportowani w miejsce ich kolejnego zadania, które nie znajdowało się wyjątkowo daleko, jednakże komuś nie chciało się zwołać ludzi normalnie...

Roma: No co, tak będzie szybciej.

Odparła przyglądającej się jej Grace oraz Billowi. Dwójka hostów spojrzała po sobie, po czym wzruszyli ramionami wycofując się do tyłu. Sygnał był jasny, to Roma dzisiaj rządzi.

Uczestnicy umiejscowieni byli na kamiennym okręgu, który był centrum Placidium - krajowej stolicy szkolnictwa oraz medytacji. Trójka prowadzących z blondynką na czele stali i przyglądali się nieprzytomnym zawodnikom.

Roma: Pobudka. *pstryknęła palcami*

Jak na zawołanie, wszyscy momentalnie odzyskali przytomność. Ich miny jednak nie sugerowały, że są z powodu takiego traktowania zadowoleni. Emma była gotowa już na blondynkę nakrzyczeć, jednak z jakiegoś powodu nie mogła wydać z siebie głosu, podobnie jak reszta uczestników...

Roma: Spokojnie, gdy skończę wam obwieszczać informacje odzyskacie głosy, chociaż niektórych bym tak zostawiła. *westchnęła*

Chochliki i Ogniki spojrzały po sobie, po czym skupiły swój wzrok na prowadzącej.

Roma: Tak lepiej. Wyciszenie waszych głosów jest też na rękę okolicznym mieszkańcom Placidium, miejsca w którym się znajdujemy. Wiele osób przybywa tutaj zaznać potęgi nauki i oddać się głębokiej medytacji... wasze zadanie nie będzie z tymi aspektami zbytnio związane, chyba.

Zamyśliła się.

Roma: Zanim jednak do tego przejdę, kilka ogłoszeń. Po pierwsze, żadne z was nie było nawet blisko znalezienia wskazówki do fontanny, tej w której przesiadywała Nami. Nie wiem dlaczego stwierdziliście, że szukanie na stoisku z ciastkami *patrzy na Toma*, leżakowni *spojrzała na Irene* oraz kuchni *ponownie patrzy na Toma* jest dobrym pomysłem.

Pokręciła głową zażenowana.

Roma: Po drugie...

Niespodziewanie zza uczestników wyłoniło się kilka puszystych, miękkich, białych w odcieniu różu... ogonów. Owijały się wokół torsu Annybelindy oraz Deeprii. Zza przepchniętego Iki wyłoniła się dobrze znana już Romie lisica.

Ahri: Wybacz, umawiam się tylko z platynową dywizją. *zachichotała spoglądając na przewróconego Ikę*

Roma: Ponieważ żadne z was nie było tak łaskawe pofatygować się do naszej słodkiej lisicy, postanowiłam się nią zająć osobiście. Podarowałam jej pewną rodzaju kulę energetyczną, która zawierała miliard żyć mieszkańców Ziemi... Ahri?

Spojrzała na lisicę, tej jednak tylko się odbiło. Zawstydzona zarumieniła się i przeskoczyła do hostów, zostawiając już dziewczyny.

Roma: Tak... bardzo prawdopodobne, że wasi bliscy skończyli aktualnie... tutaj. *wskazała brzuch lisicy* Nie żeby mnie to obchodziło, ale pewnie wolelibyście wiedzieć. *uśmiechnęła się chytrze*

Wśród uczestników wydawało się nastąpić poruszenie.

Roma: Uprzedzam, że jeżeli zaczniecie się teraz awanturować to będziecie mogli do nich dołączyć.

Groźba podziałała, przynajmniej tak się wydawało.

Roma: Więc... pora przedstawić wam zadanie! Będzie ono bardzo... specyficzne i wyjątkowo się nie nachodzicie. Nie będziecie też niczego budować, niszczyć, zabijać ani gotować...

Zawodnicy ponownie wydawali się skołowani.

Roma: Dzisiaj zagracie sobie w pewien quiz... który razem z moimi wspaniałymi przyjaciółmi dla was przygotowaliśmy.

Trójka hostów wyszczerzyła się nikczemnie w stronę uczestników, Ahri zaś podskoczyła na pewien przycisk. Z ziemi wysunęły się dwa stanowiska, gotowe pomieścić wszystkich 6 członków każdej z drużyn. Roma skinęła tylko głową, a uczestnicy jak wytresowane pieski ustawiły się tam gdzie powinny... stanowiska miały nawet loga ich drużyn, so...

Ahri: Słodko. *zachichotała*

Roma: No ba. *uśmiechnęła się* Zasady są proste. Usłyszycie za chwilę dwadzieścia pytań, na które po jednej osobie z waszej drużyny będzie odpowiadać. Na każde pytanie będzie nałożony limit czasowy jeżeli chodzi o odpowiedź, na jedne więcej na drugie... mniej.

Podkreśliła chłodno.

Roma: Wygra drużyna, która będzie mieć więcej poprawnych odpowiedzi. Przed każdym pytaniem będę pytała o chętne osoby do pojedynku, jednakże jeżeli nikt się nie zgłosi może wybiorę sama... *mruknęła z chytrym uśmieszkiem* I chciałabym dodać, że poprawne odpowiedzi poznacie na koniec quizu. *wzruszyła ramionami*

Bill i Grace pstryknęli palcami, po czym drużyny odzyskały swoje głosy.

Roma: Więc... zaczynajmy.

1: Idziesz spać o ósmej, wstajesz o dziewiątej rano. Ile godzin śpisz?
a) 1
b) 12
c) 13
d) Nie chodzę spać o ósmej

Buddy: B

Kevin: D

2: Co jest na końcu tęczy?
a) Tęcza
b) Garniec ze złotem
c) Literka
d) Irlandia

Eve: B

Emma: A

3: Hannah?
a) Montana!
b) Tak?
c) Hannah
d) 6

Matti: A

Annabelinda: A

4. Siostra córki brata siostrzenicy Jej cioci mogła być dla Niej...?
a) siostrzenicą brata
b) siostrzenicą
c) siostrą
d) ciocią

Ika: C

Kevin: A

5: Z samolotu wyskoczyło 3 skoczków: Adam ważył 80kg, Dawid - 120kg, a Ewa - 40kg. Kto był pierwszy na Ziemi?
a) Dawid
b) Ewa i Dawid
c) Adam i Ewa
d) Adam i Dawid

Tom: D

Jeanette: C

6: Które lol jest dziś poprawne?
a) lol
b) LOL
c) Lol
d) LoL

Eve: D

Kenny: A

7: Jeżeli niemłoda kociara nie trzyma lisa w nieotwartej lodówce, to czego nie musi zrobić, by włożyć do niej kota?
a) nie zamknąć lodówki i włożyć kota
b) zamknąć lodówkę, wyjąć lisa i włożyć kota
c) otworzyć lodówkę, nie wyjąć lisa i włożyć kota
d) otworzyć lodówkę i nie nie włożyć kota

Tom: B

Annabelinda: A

8: Jak nazywają się wykonawczynie POP/STARS?
a) Ahri, Akali, Evelynn, Kaisa
b) Kai'sa, Akali, Evelynn, Ahri
c) Alaki, Evelynn, Ahri, Kai'sa
d) Evelyn, Akali, Kaisa, Ahri

Matti: A

Emma: B

9: Czy to malarz z bożej łaski pomalował osła w paski? Gdzie najpewniej nie spotkamy tego zwierzątka?
a) na kontynencie z pierwszą w alfabecie samogłoską na początku nazwy
b) na kontynencie z czwartą z kolei spółgłoską po pierwszej samogłosce w nazwie
c) na kontynencie gdzie żyją grzywiaści kuzyni tygrysów
d) w ogrodzie zoologicznym

Ika: D

Kevin: A

10: Gotowała sroszka kaczkę, gotowała sroczka kaszkę, sraczkę kaszka gotowała. Temu dała na łyżeczkę, temu dała też troszeczkę. Ostatniemu nic nie dała, tylko łeb mu urwała. Kto najpewniej zniweczy wysiłki gotowania w następującej kolejności?
a) Lis, owca, szlachcic
b) Krokodyl, lek przeczyszczający, lis
c) Krokodyl, stoperan, kruk
d) Lis, weganin, stoperan

Eve: ...

Jeanette: D

11: Która z tych par najprędzej będzie parą?
a) Bill x Grace
b) Bill x Roma
c) Grace x Roma
d) neither

Tom: D

Kevin: A

12: Ile ogonów będzie miała Ahri jeżeli połączy się z cerberem, smokiem, pikachu, koniem, sześcioma mulami i trzema krokodylami?
a) 18
b) 9
c) 16
d) 22

Buddy: C

Annabelinda: C

13: Romeo i Julio leżą w kałuży, wokoło pełno jest odłamków szkła, a okno przy parapecie jest uchylone. Po pokoju chodzi głodny kot. Kim byli Romeo i Julia?
a) kochankami
b) myszkami
c) ptaszkami
d) rybkami

Matti: C

Jeanette: A

14: Na ilu łapach chodzi Ahri?
a) Opcja z Ahri
b) Dwóch, duh
c) Czterech, jak na lisicę przystało
d) To chyba jakiś żart...

Eve: D

Emma: B

15: Imaktął ęis ćiwab eimu jeinwepjan hcycązdaworp z yrótk?
a) Amor
b) Llib
c) Ecarg
d) Rehtien

Tom: B

Kenny: B

16: Moi drodzy, historia niesłychana; sroka dziobała bociana, jednak by nie było za mało, trochę więcej się podziało. Działo się to tak: bociana drapał szpak, a potem była zmiana i ptak dziobał bociana. Ile razy bocian mógł dziobać, czy odgadnąć ośmielisz się spróbować?
a) Tak, dwa
b) Tak, zero
c) Tak, jeden
d) Nie

Buddy: A

Annabelinda: B

17: "Dwadzieścia cztery pszczółki grały z Billem w gry
Bill się zdenerwował - zostały dwadzieścia trzy"
Jak mogła brzmieć końcówka pierwszego wersu (l. uczestników pozostałych w grze) zwrotek temu?
a) ...jesienią klepało biedę
b) ...zimą nie miało co jeść
c) ...zaprzyjaźniło się z łosiem
d) ...miało na miodek chęć

Matti: D

Kevin: B

18: Twórcy której z tych par są parą w prawdziwym życiu?
a) Bill x Grace
b) Bill x Roma
c) Grace x Roma
d) neither

Deepria: D

Emma: D

19: Sprawdźmy czy wierzycie w swoje szczęście. Strzelaj!
a) a
b) b
c) c
d) d

Tom: C

Irene: B

20. Jakie były pierwsze słowa Ahri?
a) No chodź, szepnij mi coś na uszko.
b) Nie krępuj się.
c) Wybacz, umawiam się tylko z platynową dywizją.
d) Czy tak ciężko mi zaufać?

Buddy: D

Kenny: D

Wyniki:

Po ostatnim pytaniu Roma spojrzała na wyniki, które zaznaczała sobie w... kogo chce oszukać, ona to wszystko pamiętała w głowie.

Roma: No muszę powiedzieć, że jedna drużyna zdecydowanie drugą... pożarła. *zachichotała*

Ahri uśmiechnęła się kusząco w kierunku ekip.

Roma: Wynik to 8 do 3... czyli totalna deklasacja. *spojrzała na uczestników* A drużyna, która zwycięża w tym szalonym quizie z Ahri to...

...

...

...

...

...

...

...

...

...

...

...

...

BŁĘDNE OGNIKI!

Drużyna niebieskich wybuchła radością, żółci zaś...

15D-E5W

... muszą przełknąć gorycz porażki.

Roma: Gratulacje Ogniki. Jesteście dzisiaj bezpieczni, natomiast co do Chochlików... *zmierzyła ich wzrokiem*

Ahri: ... Mogę? *wtrąciła się z uśmieszkiem*

Roma: Nawet nie wiesz jakbym chciała, ale nie.

Lisica posmutniała i wycofała się. Roma spojrzała na zespół ponownie.

Roma: Druga porażka z rzędu, a pożegnacie trzecią osobę, a tak się cieszyliście z ośmioosobowej przewagi... *parsknęła śmiechem*

Drużyna spojrzała po sobie zakłopotana.

Ceremonia:

Prowadzący zebrali się z uczestnikami nad wodospadem. Chochliki siedziały na głazach oczekując wyroku, natomiast Ogniki stały obok obserwując ceremonię. Na samym środku, na tle wodospadu stała Roma, a nieco z boku Grace z Billem. Ahri siedziała na płocie i obserwowała wszystko z tyłu.

Roma: Nadeszła ta chwila, w której jedno z was nareszcie wypadnie z mojego życia... możliwe też, że z waszego własnego. *zaśmiała się* Zanim zaczniemy, czy ktoś chciałby coś powiedzieć, może coś pokazać, czegoś użyć? *wyliczała*

Tom: Tak! *wyrwał się*

Wyciągnął z kieszeni Ukryty Immunitet Nietykalności.

Tom: Nie ufam tutaj niektórym...

Zmierzył wzrokiem drużynę. Blond prowadząca podeszła do chłopaka i odebrała od niego HII, po czym wróciła na miejsce, a Tom zadowolony usiadł.

Roma: Czyli wszystkie głosy oddane na Tom'a są dzisiaj nieważne, ciekawie. *smirk*

Chochliki spoglądały po sobie, Ogniki zaś obserwowały bacznie.

Roma: Więc zacznijmy odczytywać głosy, ależ to ekscytujące! *zaśmiała się*

Wyciągnęła przed siebie dłoń, po czym ukazała się na niej pierwsza podobizna uczestnika.

15D-E5V2

Roma: Głos pierwszy na Matti'ego. *mruknęła chłodno*

Ukazała się kolejna podobizna... ta sama.

15D-E5V4

Roma: Matti.

Kolejna... już inna, płci przeciwnej.

15D-E5V1

Roma: Lil Dee z pierwszym głosem.

Podobizna czwarta... a raczej druga.

15D-E5V3

Roma: Deepria drugi raz.

Kolejna... już znana dobrze męska sylwetka.

15D-E5V5

Roma: Matti. Wygląda na to, że ostatni głos zdecyduje...

Ujawniła na swojej dłoni ostatnią sylwetkę, którą był/a...

...

...

...

...

...

...

...

...

...

...

...

...

...

...

...

...

...

...

...

...

...

...

...

...

...

...

...

...

...

...

15D-E5V6

Roma: Niestety surferze, ale musisz nas opuścić.

Chłopak zasmucony, a także trochę przerażony spuścił głowę.

Roma: Jednakże, by nie było że jestem taka okropna, to twój sposób eliminacji będzie... wyjątkowy.

Wszyscy spojrzeli się zaskoczeni na Romę, nawet Bill i Grace nie wiedzieli o co się jej rozchodzi.

...

Po krótkim cięciu wszyscy znajdowali się na moście, a Matti stał trzymany z brzegu przez Ahri i Romę, do nóg miał przywiązaną deskę surfingową... właściwie to kawałek drewna który by to przypominał, ale still.

Tom: Ugh, surferzy.

Roma: Ignorując ten głupi komentarz, bon voyage.

Równocześnie z Ahri puściła surfera, który wpadł do wody. Następnie wynurzył się z niej i o dziwo surfował... do momentu, gdy nie wpadł do portalu będącego na końcu, przed wodospadem.

Roma: Ahri możesz już...

Gdy się odwróciła, lisicy nie było. Była zaś karteczka z narysowanym uśmiechem. Blondynka schowała ją.

Roma: To by było tyle. Teraz spać. *mruknęła chłodno*

Hości synchronicznie pstryknęli palcami, a uczestnicy ponownie zapadli w głęboki sen.

...

Grall:

//Grall znajdował się w posiadaniu Ahri, która przesiadywała na Cmentarzu Zapomnienia. Po znalezieniu wahadła, Lisica zabierała uczestnika do swojej sypialni. Demon mógł następnie wręczyć gralla jednak w tym odcinku był mały haczyk - po odebraniu artefaktu, na najbliższej ceremonii (przegranej), osoba otrzymałaby dwa karne głosy na siebie.//

...

Nikt nie zbliżył się do gralla w tym odcinku.

...

Stan Gralli po Ep. 5:

- Annabelinda

- Emma

- Irene

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.